Życie jest podróżą

Co jest tak bardzo pociągającego i kuszącego w podróżowaniu, że już w trakcie powrotu do domu planujemy następną wyprawę? Co sprawia, że jesteśmy podekscytowani nawet wtedy, gdy sypie śnieg, pada deszcz i wszystko jest przeciwko nam? Co sprawia, że nie przeszkadza nam niewygodne łóżko, tak inne od tego, w którym śpimy na co dzień? Może to, że życie to i tak ciągła wędrówka. Może to, że potrzebujemy oderwania od naszej rzeczywistości. Może to, że czujemy się wtedy małymi odkrywcami i spełniamy dziecięce marzenia. A może to, że po prostu chcemy się najeść piccy.

Najbardziej czuję, że żyję wtedy, gdy podróżuję. Gdy pakuję moją walizkę, gdy kupuję bilet i gdy ląduję w nowym, całkowicie mi nieznanym dotąd miejscu. Najbardziej czuję, że żyję, gdy strach miesza się z ekscytacją i ciekawością. Gdy od lotniska do pokoju hotelowego docieram drogą, którą widzę pierwszy raz w życiu. Gdy widzę inną architekturę, inne ścieżki i inne drzewa. Gdy słyszę inny język, a litery układają się w wyrazy, które widzę pierwszy raz na oczy. Gdy odkrywam nową, ulubioną kawiarnię. Gdy wiem, że jestem w innym kraju, ale czuję się jak w domu.

Na początku uderza we mnie natłok wszystkiego. Spada mi na głowę tyle rzeczy, że nie wiem od czego zacząć. Ale wszystko powoli mija, gdy zaczynam iść wzdłuż drogi, omijając tłoczne chodniki i place. Idę tam, gdzie nie ma turystów. Zachwycają mnie okiennice, drzwi, pranie rozwieszone pomiędzy kamienicami, Zachwyca mnie rozgrzany jesiennym słońcem kamień i duże budynki. Zachwyca mnie spokojnie falujące morze, które od dłuższego czasu jest w tym samym miejscu i nie zamierza się stamtąd ruszać.

Część mojego jestestwa opiera się na byciu flanerem. Wędrowna hauka uwielbia błądzić i ukradkiem podglądać mieszkańców. Bo uważam, że miasta nie są po to, by oglądać znajdujące się w nich zabytki (chociaż często są monumentalne i piękne). W miastach tętni życie i właśnie to jest w nich najciekawsze. Na to jakie jest miasto składa się akcent mieszkańców, ich temperament, firanki w oknach, lub ich brak, donice i kapcie przy drzwiach, niewielkie kawiarnie i restauracje. To zaułki, najlepsza pizza, i poranne espresso. To sposób zabudowy miejskiej, kocie łby i małe placyki. Nie ma możliwości, żebym nie pokochała państwa, w którym kawa leje się litrami a pizza to domowy wypiek. Dlatego też pokochałam Włochy miłością mocną i czułą. Jeżeli czujecie czasami, że ciągnie Was do jakiegoś konkretnego miasta, to wiecie o czym mówię.

Włochy stanowią dla mnie połączenie energii, radości, mocnego temperamentu, a także powolności, doceniania czasu i chwili. W jakiś magiczny sposób to połączenie ma sens. Możemy to wszystko odnaleźć we włoskiej kuchni, w architekturze, w śródziemnomorskim krajobrazie i ludziach. Czuję, że jesteśmy do siebie trochę podobni. Leniwi, zachwycający się pięknem i zawsze mający czas na to, by usiąść i wypić kawę.

XOXO

hauka-sign

YOU MIGHT ALSO LIKE