Rozważania o kobiecości

Kobiecości nie da się opisać. Jej definicja jest nieuchwytna.To tak jakby próbować komuś opisać smak czekolady, kto jej nigdy nie jadł.

Czekolada jest słodka. Ale czasami może być gorzka. Może być mleczna. Może być też biała. Mogą w niej być rodzynki, ale może znaleźć się tam też chilli lub mięta. Czasami natrafimy na ziarno soli, a czasami na karmel. Na pewno znajdzie się ktoś kto powie: prawdziwa czekolada to musi mieć orzechy laskowe! A ktoś drugi mu natychmiast zaprzeczy i powie: orzechy? Nigdy w życiu. Czekolada musi mieć 90% kakao, w innym wypadku to nie jest czekolada! Ktoś znów przywoła przykłady z życia wzięte, a ktoś ze starych, dobrych książek. Kto ma racje? Pewnie wszyscy.

Niemal dwa lata minęło od momentu założenia projektu 365 dni #wspódnicy. Wtedy nie wiedziałam czym jest kobiecość i jak ją zdefiniować. I tak właściwie to nadal nie wiem. Mogę powiedzieć co lubię w kobiecości, a czego nie lubię. Mogę przywołać kobiece przykłady. I bardzo prawdopodobne będzie to, że moja próba zdefiniowania kobiecości nie będzie taka jak Twoja.

Kobiecość nigdy nie dotyczyła dla mnie wyłącznie wyglądu. Nie podobało mi się, gdy ktoś stwierdzał, że jestem kobieca, dlatego bo noszę midi w kwiaty. Spódnica w ogóle nie definiuje tego, czy któraś z Nas jest kobieca.

Uważam, że moja kobiecość ukryta jest głęboko we mnie. Nie ważne czy mam na sobie spódnicę mini, czy maxi. Czy mam szpilki, czy trampki. To nie ma znaczenia. Moja kobiecość to życie ze sobą w zgodzie. To szacunek do mojego ciała i umysłu. To delikatność w kontakcie z innymi kobietami. Kiedy udzielałam wywiadu do Wysokich Obcasów powiedziałam takie zdanie: 

Kobiecość ma niewiele wspólnego z wyglądem. Znaczenie ma raczej to, jak się zachowujemy, i to, jakie jesteśmy dla innych kobiet. Wrażliwe i delikatne – tak, ale w tym sensie, że zwracamy uwagę na to, jak traktujemy drugiego człowieka, czy potrafimy budować pewność siebie, nie umniejszając przy tym innych.

Grupa na Facebooku zgromadziła mnóstwo cudownych kobiet. Ciągle dołączają do niej nowe dziewczyny, które chcą wprowadzić więcej spódnic i sukienek do swojej szafy. Ciągle piszemy o swoich troskach i sukcesach, o biznesach które otwierają. To naprawdę niezwykłe. Wspieramy się, rozmawiamy, doradzamy sobie.

Ten rok w spódnicy był cudowny, wyjątkowy i pełen inspiracji. Rok, w którym poznałam wiele wspaniałych kobiet, przeczytałam mnóstwo wzruszających historii, zobaczyłam kobiecą siłę i jej delikatność. To był też rok, w którym moja kobiecość kształtowała się na różnych płaszczyznach.

Ale wiecie co? Moje osobiste 365 dni skończyłam ponad roku temu. Coś co miało być eksperymentem trwa nadal – teraz bardziej jako społeczność. Bo musicie wiedzieć, że nie zawsze mam na sobie spódnicę. Nie lubię wpisywać się w sztywne ramy. Lubię żyć ze sobą w zgodzie. Lubię się słuchać. Lubię moje zmiany i idę za głosem serca. Czasami zmiany dotyczą charakteru, a czasami tego, że zamiast długiej, rozkloszowanej spódnicy w kwiaty wybieram spodnie. W spódnicy, czy w spodniach – ciągle zostaję sobą.  Zawsze czuję się jednak kobieca. I dobrze mi z tym.

fot. Roksana Wąż

hauka-sign

YOU MIGHT ALSO LIKE