Restaurant Week

Już 18 kwietnia rusza kolejny Restaurant Week! A ja po raz drugi mam przyjemność być jego ambasadorem. Zapraszam Was do lektury moich przedfestiwalowych wrażeń. Mam nadzieję, że zachęcą was do udziału w tym wydarzeniu!

Odwiedzanie kawiarni i restauracji to dla mnie ważna część życia. Postrzegam to jako celebrowanie codzienności: samotna kawa to chwila wyciszenia się i uważności, kolacja z przyjaciółmi pozwala cieszyć się życiem, a randka w wykwintnej restauracji umacnia związek (to nie to samo, co wspólne gotowanie!).

Jako ambasador miałam okazję przetestować festiwalowe menu nieco wcześniej i ewentualnie dać znać szefom kuchni, co jest do poprawy albo też wyrazić uznanie. Tym razem odwiedziłam dwie krakowskie restauracje i testowałam wegetariańskie opcje z menu. Wiele restauracji wprowadziło właśnie 2 opcje – mięsną i wegetariańską lub wegańską. Bardzo się z tego cieszę.

Emalia

Na pierwszą kolację, do restauracji Emalia, wybrałam się z Agnieszką – zwyciężczynią fejsbukowego konkursu! Aga należy też do mojej spódnicowej grupy, już jakiś czas temu miałyśmy okazję się spotkać. Cieszę się, że mogłam z nią ponownie spędzić czas, porozmawiać i przy okazji zjeść fantastyczną kolację. To był naprawdę przemiły wieczór. Zaś jedzenie tylko go uświetniło! Popatrzcie sami:

Już przystawka, która wydaje się bardzo banalna, zaskoczyła nas bardzo pozytywnie. Zazwyczaj średnio przepadam za kremem z zielonego groszku, bo bywa mdły i grudkowaty, ale ten był absolutnie przepyszny. Delikatny i dobrze doprawiony, podany z cienkim chipsem chleba, który przyjemnie rozpłynął się w zupie. Całkowite odczarowanie tej zupy.

Risotto to jedna z moich absolutnie ulubionych potraw. Kiedy zobaczyłam, że będzie podane jako danie główne, bardzo się ucieszyłam. Było naprawdę smaczne, odpowiednio kremowe, lekko cytrynowe za sprawą gremolaty, cukinia fajnie przyrządzona. Mogłoby jednak zawierać mniej suszonych pomidorów i wtedy byłoby bliskie ideału.

Najlepsze nastąpiło na sam koniec! Czyli deser: przepyszne brownie z solonym karmelem i gruszką w herbacie earl grey (której niestety nie wyczuwałam, a bardzo lubię herbaciane aromaty w deserach). Mimo tego cała kompozycja była przepyszna! Z ogromną chęcią zjadłabym ten smakołyk ponownie. Na dodatkowy plus zasługuje również pozycja spoza festiwalowego menu, a mianowicie lemoniada malinowo-różana. Pychotka!

Bistro 11 Food & Wine

Kilka dni później odwiedziłam Bistro 11 Food & Wine. Menu festiwalowe przedstawia się w następujący sposób:

Przystawka, a w zasadzie zupa, a właściwie aromatyczny warzywny wywar – to było obłędne. Niezwykły, bogaty w smaki – zapamiętam na długo.

Danie główne niestety lekko mnie rozczarowało. Uwielbiam dania indyjskie przez ilość aromatycznych przypraw i wyrazistego smaku. Te samosy były smaczne, ale bez większego szału. Szczerze mówiąc, brakowało mi w nich porządniejszego przyprawianie.

Podczas tej wizyty najbardziej czekałam na deser. MILLE-FEUILLE, klasyka francuskich przysmaków: płaty ciasta francuskiego przełożone waniliowym kremem. Podany został z malinami, borówkami i listkami mięty. Był naprawdę pyszny, fajna chrupkość ciasta i delikatny krem sprawiły, że z kolacji wyszłam zadowolona i szczęśliwa.

Obie kolacje były naprawdę przepyszne. Ważna była także ich odświętność: wybranie się do określonego miejsca, cała ta otoczka wizyty w restauracji. To właśnie uwielbiam w celebrowaniu codzienności. W trakcie Restaurant Weeku z całą pewnościę wybiorę się jeszcze w niejedno miejsce, do czego i Was zachęcam. Smacznego!

YOU MIGHT ALSO LIKE