Jestem Dziewczyną Roku Glamour!!!

W 2017 zostałam Dziewczyną Roku Glamour. Niezwykłe? Nieprawdopodobne? Wciąż nie mogę w to uwierzyć! I nawet statuetka stojąca na regale zaskakuje mnie czasem na nowo.

Jak do tego doszło?

Znacie już moją fantastyczną grupę projekt 365 dni #wspódnicy. Na początku lipca kilka uczestniczek niezależnie od siebie zgłosiło mnie do plebiscytu organizowanego przez redakcję czasopisma “Glamour”. Musiały podać uzasadnienie, dlaczego właśnie ja powinnam uzyskać ten tytuł – zazwyczaj ich wypowiedzi dotyczyły wielu dobrych rzeczy, które dzieją się w ich życiu za sprawą grupy. Mowa była o cieple, romantyczności i inspiracji – czyli tym wszystkim, z czym chciałabym aby kojarzyć ten blog!

Redakcja “Glamour” spośród wszystkich zgłoszeń wybrała finałową dziesiątkę i ja znalazłam się wśród tych wyjątkowych dziewczyn. Każda z nominowanych robiła coś wyjątkowego, miała wspaniałą osobowość i dokonania, tak naprawdę, każda z nich zasługiwałaby na to wyróżnienie. Trwający cały sierpień konkurs polegał na codziennym głosowaniu i tutaj ujawniła się siła społeczności, którą udało mi się stworzyć.

Głosowanie

Podczas trwającego miesiąc głosowania doświadczyłam ogromnego wsparcia ze strony uczestniczek projektu 365 dni #wspódnicy, które same codziennie oddawały na mnie głosy i namawiały do tego znajomych. To było niesamowite – każdego dnia widzieć mnóstwo wpisów, komentarzy, udostępnień na Facebooku. Dostawałam też wiele prywatnych wiadomości, w których dziewczyny pisały o tym, dlaczego ten projekt jest dla nich ważny, co zmienił w ich życiu. W takich sytuacjach głosy były wyrazem wdzięczności.

Niedługo przed ogłoszeniem wyników jedna z grupowiczek, Ilona, wymyśliła, aby w ten dzień każda z nas ubrała się na różowo i dodała na grupę swoje zdjęcie z hasztagiem #pinkfriday – na cześć wygranej. Bowiem tak naprawdę była to nasza wspólna wygrana. Wygrał projekt, społeczność i jego idea, a ja byłam po prostu tego reprezentantką. Radość, która panowała wtedy na grupie, trudna jest do opisania. Nie tak często można doświadczyć autentycznego entuzjazmu w związku ze swoim sukcesem.

Ostatniego dnia sierpnia, czyli w dzień końca głosowania i ogłoszenia wyników (był to piątek) dostałam telefon z redakcji “Glamour” z gratulacjami oraz informacją o zaplanowanej na poniedziałek sesji zdjęciowej. Całe szczęście moja praca jest na tyle elastyczna, że bez problemu mogłam pojechać do Warszawy w wyznaczonym terminie.

Sesja

Sesja zdjęciowa rozpoczęła się w zimny i ponury poniedziałkowy ranek. Pogoda nie pomagała mojemu zdenerwowaniu, ledwo zjadłam śniadanie z wrażenia. To miała być pierwsza profesjonalna sesja zdjęciowa w moim życiu! Na miejscu, w kawiarni Warszawski Lukier, czekał na mnie sztab ludzi: producent, który zajmował się wszystkimi kwestiami organizacyjnymi, makijażystka, fryzjer, stylista, fotograf i oświetleniowiec. Czułam się jak jakaś gwiazda – choć wciąż bardzo zdenerwowana. Później dołączyła również pani Anna Jurgaś, redaktor naczelna magazynu, bardzo sympatyczna osoba – cieszę się, że miałam możliwość ją poznać.

Całe szczęście, okazało się, że wizja producenta zgodna jest z moim codziennym stylem – postawiliśmy na naturalny makijaż i fryzurę. Wspólnie ze stylistą dość szybko dokonaliśmy doboru ubrań, ale dopiero kiedy usiadłam na huśtawce (swoją drogą – fotografie na huśtawce to zawsze doskonały pomysł), dopadł mnie prawdziwy stres. Okazało się, że będzie to sesja na okładkę! Wyobraźcie sobie moje zdenerwowanie (którego efektem często są dziwne miny…). Nagroda nagrodą, ale miałam zostać dziewczyną z okładki!

Dzięki przyjaznemu nastawieniu całej ekipy stres szybko minął i poczułam się już bardzo swobodnie. Zrobiliśmy zdjęcia w trzech różnych stylizacjach. Nie były to może ubrania, które założyłabym na co dzień, ale też nie odstawały znacząco od mojego stylu. A fajnie było poczuć tchnienie świata fashion. Na koniec wspólnie przejrzeliśmy ujęcia i wybraliśmy kilka najlepszych.

Już następnego dnia dostałam trzy zdjęcia do akceptacji i dowiedziałam się, że jedno z nich na 100% znajdzie się na okładce wrześniowego numeru “Glamour”. Byłam strasznie podekscytowana, ale nie mogłam jeszcze nic publicznie zdradzić. Oficjalna Gala wręczenia statuetek miała się odbyć dopiero 20 września.

Gala

Oficjalna uroczystość miała zacząć się o 20, a ja już od rana chodziłam cała zdenerwowana. Wizja wyjścia na scenę po odbiór statuetki, potknięcia się lub zrobienia czegoś głupiego spędzała mi sen z powiek. Teraz mnie to bawi, ale wtedy byłam naprawdę przejęta i bałam się, że się nie odnajdę w celebryckim świecie.

Specjalnie na tę okazję moja wspaniała koleżanka, niezwykle zdolna projektantka Dorota Pietruszka uszyła mi długą jedwabną sukienkę w kolorze pudrowego różu. Taką idealnie w moim stylu! Działo się to na ostatnią chwilę, bo sukienkę odebrałam dzień przed galą. Jestem bardzo wdzięczna Dorocie, bo dzięki jej dziełu czułam się wyjątkowo.

Sama Gala była ciekawym doświadczeniem, choć nie do końca jest to impreza w moim stylu. Wolę cichsze i bardziej kameralne spotkania – niemniej ogromnie się cieszę, że mogłam tam być. Statuetkę dumnie odebrałam (prawie bez żadnej wpadki!), wygłosiłam kilka zdań podziękowania, choć wzruszenie i stres mocno to utrudniało. Na Gali po raz pierwszy zobaczyłam swoje zdjęcie na okładce – emocje takiej chwili są trudne do opisania.

Po co to wszystko?

Najbardziej niesamowite jest jednak nie samo wyróżnienie, ale to, ile wsparcia i życzliwości otrzymałam od innych kobiet, nierzadko całkiem obcych! Po powrocie z Gali do hotelu płakałam ze wzruszenia czytając komentarze na grupie i prywatne wiadomości. Kolejne dni również były fantastyczne, do sprzedaży wszedł magazyn z moją okładką. Niesamowite uczucie, kiedy idziesz ulicą, mijasz osiedlowy kiosk a tam Twoja twarz. Żałuję tylko, że nie udało się napisać więcej o projekcie – “Glamour” zamieścił tylko zdjęcia i krótką wzmiankę o grupie.

Zatem przez najbliższy rok żyję z tytułem Dziewczyny Roku Glamour i staram się dobrze go reprezentować!

hauka-sign

YOU MIGHT ALSO LIKE