Coffee is always a good idea

Każdy ma swoje uzależnienia. Małe i większe. Czasami zamiast słowa ,,uzależnienie” można użyć słowa ,,tradycja” lub ,,przyzwyczajenie”.

Muszę się Wam do czegoś przyznać. Ja, jako zwykła hauka, też mam uzależnienia. Jedno z nich to cztery ściany, albo czasami więcej. To niewielki stolik i krzesła. Czasami są to pufy i kanapy. To duże okna, z których mogę obserwować ludzi, biegnących w różnych kierunkach. Czasami są tam książki, czasami gazety. W powietrzu unosi się charakterystyczny zapach, do którego idealnie pasują ciasteczka i chałka z masłem.

Ja, hauka, jestem uzależniona od kawiarnii. Czasami idę tam popracować przy laptopie, czasami idę tam, by w spokoju pomyśleć, a czasami jakoś samo tak wychodzi – przez przypadek. Przy kawie lepiej mi się pisze i żyje.

Kawa pita na szybko, na wynos, to nie kawa. Kawę muszę wypić powoli. Muszę ją celebrować należycie. Z szacunkiem dla tych małych ziarenek, które wypalone i zmielone, dają napój bogów. W Krakowie, jak chyba każdy, mam swoje ulubione kawiarnie (a za jakiś czas wyjawię Wam je wszystkie!). W większości tych miejsc znam się z właścicielem, lub obsługą. To taki mój drugi dom. A zawsze najlepiej wrócić do domu.

Innym moim uzależnieniem są książki. W szczególności lubię czytać o historii miasta z ciekawej perspektywy. Z reguły kojarzymy miasta z danymi zabytkami, lub ośrodkami przemysłowymi. A przecież za tymi najważniejszymi atrakcjami stoi prawdziwa codzienność. Czasami to małe sklepiki, czasami kwiaciarnie. A dla mnie są to kawiarnie. Dlatego, gdy w moje ręce trafiła ,,Kawa i ciastko o każdej porze. Historia krakowskich kawiarni i cukierni.” to zjadłam ją od razu w całości. Książka była niesamowicie smaczna. Pełna ciekawostek, zarówno śmiesznych, i takich całkiem strasznych. Z haukowymi wypiekami przeczytałam ją niemal w jeden wieczór.

Książka zainspirowała mnie też do odwiedzenia kawiarni, do której wcześniej nie zaglądałam. Czasami mamy takie miejsca, które po prostu omijamy. Nie wiadomo, czy to z powodu naszej intuicji, czarów, zrządzenia losu, czy przypadku. Robiąc na przekór wszystkiemu, odwiedziłam jedną z najstarszych kawiarni w Krakowie: “cukiernia Jana Noworolskiego” tzw. Noworol. Przechodząc przez główne drzwi teleportujemy się kilkanaście lat wstecz. Haukowa intuicja jednak mi podpowiada, że poza wnętrzem nie zachowało się nic z dawnych czasów… i chociaż kawa nie była moją ulubioną, to widoki na Kościół Mariacki zrekompensowały wszystko.

Na podążanie szlakiem dawnych kawiarni założyłam czarną wiązaną spódnicę, białą koszulę i zamszowe balerinki.

h&m skirt / vintage shirt (similar here) / hegos shoes (similar here)

A na koniec mama dla Was cytat z tej książki o której wspominałam wcześniej:

“Chyba w żadnym innym mieście nie było tak szeroko rozpowszechnionego życia kawiarnianego”. Skoro tak, to nie pozostaje mi nic innego, jak utrzymywać tę  tradycję. Moim celem jest odwiedzenie wszystkich dawnych cukierni i kawiarni, które zachowały się w Krakowie.

hauka-sign

YOU MIGHT ALSO LIKE