Minimalistic elegance

Mam takie dni, że nie chcę głowić się nad wymyślnym strojem. Nie chcę stać przed szafą. Mam takie dni, że wystarczy muśnięcie różu na policzkach i ustach. Ale mam też takie dni, że chcę czuć się wyjątkowo. A czasami mam te wszystkie dni na raz.

Długa, prosta sukienka jest idealna. Ale brakuje mi czegoś jeszcze. Czegoś, co od czasu do czasu zabłyszczy pomiędzy rozpuszczonymi włosami. Czegoś, do czego uśmiechnę się w lustrze. Czegoś, co pięknie odbija promienie zachodzącego światła. Czegoś, co sprawi, że moja skóra nabierze wyjątkowego blasku. Czegoś, czego będę dotykać bezwiednie podczas kolacji. Czegoś, co sprawi, że będę się czuła wyjątkowo, ale nie będę przerysowana.

Uwielbiam precyzyjnie wykonaną biżuterię. Szczególnie taką, którą wykonali ludzie znający się na swojej pracy. Lubię wiedzieć co noszę i na ile mi to posłuży. Od dłuższego czasu staram się celować w jakość, a nie w ilość. Wybieram lokalnych wytwórców, którzy dbają o każdy przedmiot i każdy najmniejszy detal. Takich, których sklep mijam od wielu lat na ulicy. Nie potrzebuję kilkudziesięciu par kolczyków i bransoletek. Niezliczonej ilości łańcuszków, które plączą się w mojej szkatułce. Pierścionków, które pogubiły syntetyczne oczka. Chcę mieć biżuterię wyjątkową, w której będę czuła się pewna siebie. Które uczynią zwykły dzień specjalną okazją. Szukam biżuterii która będzie ze mną spójna i harmonijna.

Moja biżuteria musi być trochę taka jaką jestem ja sama. Delikatna, ale nie niewidoczna. Wyjątkowa, ale nie przerysowana. Kobieca. Naturalna. Zmysłowa. Lubię cienkie pierścionki z jasnymi kamieniami szlachetnymi. Lubię jak opal odbija delikatnie światło, mieniąc się na kilka różnych barw. Lubię cienkie bransoletki na przegubie dłoni.

Idealna biżuteria nie potrzebuje strojnych ubrań. Cekinów i koronek. Nie potrzebujesz perfekcyjnego makijażu nad którym spędziłaś trzydzieści pięć minut. Nie potrzebujesz wymyślnej fryzury i niebotycznie wysokich szpilek. To ona sama ma sprawić, że czujemy się wyjątkowo. Z nią wystarczy nam coś prostego, jak jednolita bluzka, lub golf. Wysoki kok, który odsłoni kark i szyję. Zdrowa cera, która będzie błyszczeć razem z diamentami. Ulubione perfumy, których zapach sprawia, że czujesz się błogo. Koniecznie przyda się też Twój uśmiech. Bo jest jedyny i niepowtarzalny.

Ja wybrałam długą sukienkę, która szeleści przy każdym moim kroku i przypomina mi o długich, letnich wieczorach. Rozpuściłam włosy, a niech się falują. Zrezygnowałam z eyelinera i wszelkiej, ciężkiej artylerii kosmetycznej. Ubrałam kolczyki. W opływowym kształcie łzy, z rzędem brylantów, zamkniętych oprawą z czternastokaratowego złota. Znalazłam je na Brackiej w pracowni Syncret. I tak właśnie poszłam szukać zachodzącego słońca, skrywającego się za murami miasta. Błyszczały kolczyki, błyszczałam ja, i błyskały ostatnie promienie słońca.

hauka-sign

YOU MIGHT ALSO LIKE